Autobusy miały jeździć, a nie jeżdżą. To nie Bieszczady, ale Sanok ma problemy komunikacyjne


SANOK / PODKARPACIE. Dzisiaj rano ani jeden autobus nie pojechał z Sanoka do Leska i Ustrzyk Dolnych. Pasażerowie byli zdezorientowani i zdenerwowani. Zwrócili się o interwencję do redakcji Esanok.pl, bo nigdzie nie mogli uzyskać informacji, co będzie dalej.

Dorota Mękarska

Jak wiadomo 1 lipca przestały kursować w powiatach sanockim, leskim, brzozowskim i bieszczadzkim autobusy Arrivy.  Schedę po tej spółce przejął PKS Jarosław i mniejsi przewoźnicy. Jednak dzisiejszy dzień pokazał, że to przejmowanie nie odbywa się bezboleśnie. Na dodatek od 1 lipca sanocki dworzec został wyłączony z eksploatacji.

– To jest skandal, żeby w XXI wieku takie miasta jak Sanok, Lesko i Ustrzyki Dolne nie były ze sobą skomunikowane – denerwuje się pasażerka, która od godz. 6 rano bezskutecznie oczekiwała na autobus. –  Spóźniłam się do pracy. Zastanawiam się, czy to tak już będzie funkcjonować, bo nie mam możliwości, by dojeżdżać do pracy własnym autem.

– Nie pojechał autobus o godz. 6.25, o godz. 7.00,  i o godz. 7.22. Dopiero jak przyjechał autobus o godz. 8.40 Rzeszów- Bukowiec, to pasażerowie mogli zabrać się w kierunku Leska  – relacjonuje kolejna pasażerka.
–  Dzwoniłam w tej sprawie do PKS w Jarosławiu, starostwa w Sanoku i w Lesku. W pierwszym z nich powiedziano mi, że starostwo  ze swoimi przewoźnikami zawarło porozumienie na wykonywanie kursów. I nic więcej. Nie wiadomo nawet do kogo dzwonić z interwencją. To jest po prostu tragedia.

– Zadzwoniłam na infolinię do PKS Jarosław –  informuje kolejna pasażerka. – Tam powiedziano mi, że zainteresowanie tą sprawą wykazały wyłącznie władze powiatu bieszczadzkiego, który już miesiąc temu podjął rozmowy. W związku z tym przez PKS Jarosław obsługiwany jest tylko powiat bieszczadzki. Natomiast w Sanoku i Lesku nikt nie wykazywał chęci do rozmów w tej sprawie.

W Ustrzykach mają jednego przewoźnika, a w Sanoku jest kliku

Marek Andruch, foto: Powiat Bieszczadzki

Marek Andruch. Foto: Powiat Bieszczadzki

Jak informuje Marek Andruch, starosta bieszczadzki, władze powiatu bieszczadzkiego zawarły porozumienie z PKS Jarosław, ale dotyczy ono tylko Ustrzyk Dolnych i powiatu bieszczadzkiego.

– Utrzymane są wszystkie linie i kursy, które do tej pory wychodziły z dyspozytorni ustrzyckiej – tłumaczy starosta Andruch. – Z sąsiednich powiatów otrzymaliśmy natomiast informację, że tam przewozy zostały zabezpieczone. Widzę jednak, że należałoby się spotkać w gronie starostów, burmistrzów i wójtów, by porozmawiać o tym, czy sieć rzeczywiście została odnowiona.

Jan Wydrzyński. Foto: archiwum prywatne

Jan Wydrzyński. Foto: archiwum prywatne

Jan Wydrzyński jest bardzo zdziwiony całym zamieszaniem, bo kierowany przez niego Wydział Komunikacji i Transportu w Starostwie Powiatowym w Sanoku dokonał  uzgodnień dotyczących transportu publicznego. Pierwszy autobus do Leska ma jeździ o godz. 7.30, natomiast autobus do Ustrzyk Górnych, przez Ustrzyki Dolne, Lesko, Solinę, Polańczyk i Cisnę ma wyjeżdża z Sanoka o godz. 8.35.

– W powiecie bieszczadzkim sytuacja jest łatwiejsza, bo tam wszedł w zamian za Arrivę tylko jeden przewoźnik, a do nas weszło kilku – zaznacza naczelnik.

Wygląda jednak na to, że w tym przypadku sprawdziło się przysłowie: Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.

Jan Wydrzyński nie do końca się z tym zgadza, bo nowi przewoźnicy zabezpieczyli wiele linii, z którymi dotychczas były problemy. Zdaje sobie natomiast sprawę, że tak dobrze nie jest z kierunkiem na Bieszczady, bo pierwszy kurs wykonywany jest przez firmę Neobus jest  o godz. 6.12 z przystanku na ul. Dworcowej, a następny świadczony przez  Przewóz Osób Bak-Bus z Baligrodu  o 8.35, również z ulicy Dworcowej.  Natomiast w godzinach późniejszych naczelnik naliczył aż  5 kursów realizowanych przez PKS Jarosław z Rzeszowa przez Sanok do Ustrzyk Dolnych. Nie jest więc prawdą, że gród nad Sanem nie jest skomunikowany z miastem nad Strwiążem.

Nieprawdą jest także, według naczelnika Wydziału Komunikacji i Transportu, stwierdzenie, że Starostwo Powiatowe w Sanoku nie wykazało chęci nawiązania współpracy z PKS Jarosław. Przewoźnik zaproponował pierwszy kurs w kierunku Bieszczadów dopiero o  godz. 10, czym można powiedzieć sam się wyeliminował, natomiast starostwo mu żadnych trudności nie robiło z wejściem na rynek.

W PKS Jarosław o dzisiejszym zamieszaniu z autobusami w Sanoku wiedzą, bo były telefony w tej sprawie.

– Ja mogę odpowiadać tylko za powiat bieszczadzki – zastrzega się Arkadiusz Pawlos, dyrektor operacyjny.
– Nie wchodziliśmy na teren powiatów sanockiego i leskiego, bo podczas spotkań w Urzędzie Marszałkowskim, padały stamtąd zapewnienia, że transport jest zabezpieczony przez małych przewoźników. Byliśmy gotowi na współpracę, ale jak nie było zainteresowania, to nie mogliśmy się pchać. Jeżeli będzie taka chęć, to jesteśmy nadal gotowi podjąć kooperację.

Najprawdopodobniej PKS Jarosław zwiększy liczbę linii w Bieszczady, bo  jest zainteresowanie Ustrzykami Górnymi, Wetliną i Polańczykiem. Może to stać się jednak dopiero po 10 lipca.

Jak zaznacza dyr. Pawlos podróżni mogą być pewni, że z Sanoka o godz. 7.00 będzie jeździł autobus  jarosławskiego „pekaesu” do Ustrzyk Górnych, bo jego brak w dniu dzisiejszym wynikał  po prostu z pomyłki.

dwozrec

Przewoźnik: Nie mogłem wyjechać na trasy, bo nie mam wszystkich zgód

Pozostaje jednak pytanie, dlaczego w Sanoku doszło dzisiaj do takich komplikacji, choć wszystko jest uzgodnione, a w Ustrzykach Dolnych, które miały być wykluczone komunikacyjnie,  transport publiczny funkcjonuje jak dawniej? Jan Wydrzyński kieruje nas do przewoźnika, który ma świadczyć usługi na trasach z Sanoka do naszych sąsiadów.

– Zgodę na obsługę linii regularnych wydaje Urząd Marszałkowski – wyjaśnia Maciej  Owsianik, właściciel  firmy Przewóz Osób Bak- Bus z Baligrodu, który złożył wniosek w tej sprawie. – Część zgód odebrałem w dniu 30 czerwca b.r., ale nie mogę wyjechać na linie nie posiadając wszystkich. Dzisiaj jadę znowu do Rzeszowa, by odebrać brakujące dokumenty i zrobię wszystko, by do środy  wyjechały wszystkie autobusy. Natomiast zgodnie z przepisami mam 2 miesiące czasu od terminu wydania zgody, by wejść na linię.

Jak zaznacza przewoźnik  nikt z sanockiego starostwa nie zapytał, czy jest w stanie od 1 lipca świadczyć usługi. Wygląda więc na to, że za dobrą monetę przyjęto informację z Urzędu Marszałkowskiego, iż firma z Baligrodu będzie obsługiwała kierunki na Lesko i Ustrzyki Dolne od tego terminu.

– Jest to nowa sytuacja, ale powinniśmy się do tego wszyscy przygotować, bo o tym, że Arriva wycofuje się z naszego terenu było wiadomo od kilku miesięcy – uważa Jan Wydrzyński.

Być może jest prawdą, że podróżni nie zorientowali się, jaki przewoźnik  wyjedzie dzisiaj na drogi, a jaki nie,  natomiast  nikt z sanockiego powiatu, jako ustawowego organizatora transportu, nie pofatygował się, by ustalić jaki jest stan faktyczny i przekazać społeczeństwu wiarygodną informację w tej sprawie.

źródło: P24.pl



ZOBACZ RÓWNIEŻ:

SANOK: Uwaga podróżni! Dworzec na Lipińskiego będzie zamknięty. W lipcu rusza remont


Komentarzy: 4 do “Autobusy miały jeździć, a nie jeżdżą. To nie Bieszczady, ale Sanok ma problemy komunikacyjne”

  1. czytelnik pisze:

    A Brzozowem nikt się nie przejmuje i nawet brak rozkładu jazdy Marcela w kierunku Sanoka i Brzozowa , a dworzec świeci pustakami i co na to starostwo , jak starsza osoba ma dojechać do lekarza .

  2. zasuwać rowerem ! pisze:

    a do kogo te pretensje !!! TRZEBA BYŁO JEŹDZIĆ AUTOBUSAMI to by były do dziś !!!! towarzystwo korzystało z busów (bo taniej) to pks się rozleciał ! idźcie teraz do busów niech was wożą !!!! albo łapkami zasuwać !! można konia też kupić !

  3. teraz na kaczora pisze:

    trzeba bylo wiecej licencji powydawac. Drobni przewoznicy powybierali najlepiej dochodowe trasy, 10 minut przed pks-em i jest ok . a wystarczylo zrobic przetarg na przewoz , umowe na 10 lat i spoku

  4. czytelnik pisze:

    Gdzie władze , które wybrał naród i gdzie dobro mieszkańców powiatu- chyba to już kres

Napisz komentarz:

Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.